WE ARE WHAT WE ARE

WE ARE WHAT WE ARE

sobota, 23 października 2021

Dwadzieścia kilka lat - ciągle w nic nie wierzę

Jakieś cztery lata temu, o tej porze, zbliżałem się emocjonalnie do jednej osoby. Byłem w trakcie rzucania studiów po raz drugi, dostałem kosza od swojej byłej, ale byłem bardzo lubiany w środowisku. Właściwie podobałem się wielu osobom. No ale mi się spodobała jedna. I w końcu byliśmy razem, choć było sporo przeciwności, to jakoś się udało. Zamieszkaliśmy razem, potem poszedłem znów na studia - tym razem w zupełnie inny kierunek, bo Socjologię. Tam się odnalazłem, byłem strasznie szczęśliwy tak właściwie, spełniony na wielu poziomach. Adoptowaliśmy dwa koty, choć czasem przynosiłem do domu inne, bo tu gdzie mieszkam szybko by je coś przejechało. 

Po półtora roku związku, idąc na drugi rok Socjologii, nie wiem co mi się właściwie stało. Wtedy zacząłem się objadać, straciłem chęć do jakiegokolwiek wychodzenia z domu, nie chciałem żyć, pierwszy raz od dawna miałem myśli S, prawie wylądowałem w Drewnicy. Mój partner bardzo mi pomógł, był niezwykle cierpliwy i wyrozumiały, choć było to na pewno niezwykle ciężkie. Zaczęło się robić lepiej, choć pojawiła się pandemia i wszystko było zamknięte i był lockdown - ja tego nie poczułem. W końcu, jak to mi się zdarza mówić - zrobiłem sobie kwarantannę na pół roku przed pandemią. Wtedy i tak byłem na dziekańskim urlopie zdrowotnym, nie byłbym w stanie uczestniczyć w zajęciach. 

Miałem dość mocną blokadę seksualną też, która mi potem została. Było to spowodowane trzema rzeczami. Pierwsze, po lekach mi się nie chciało, po prostu. Drugie, byłem coraz bardziej zniesmaczony swoim własnym ciałem. Po trzecie - coś było nie tak. 

Wróciłem na studia, trwała pandemia więc drugi rok (za drugim razem) zaliczyłem z rozmachem i wyjątkową średnią. Parę miesięcy przed końcem przestałem brać leki, bo było ze mną sporo lepiej. Okazało się, że tak jak sam popęd mi mega skoczył, to blokada została. Miałem gdzieś w głębi wrażenie, że już mnie nie kocha tak na prawdę, i to mnie mocno blokowało. Wstręt do własnego ciała wcale nie zelżał. A ten trzeci - mam wrażenie, że jedno z moich pierwszych tak na prawdę doświadczeń seksualnych, które było bardzo przemocowe, mogło mieć na mnie większy wpływ niż się spodziewałem. Nikomu nigdy o tym nie mówiłem, może gdybym mu powiedział, byłoby inaczej?

Znalazłem po drodze pracę, wszystko było ok, ale czegoś nie czułem. Coś było nie tak. Z początkiem sierpnia zacząłem częściej odczuwać derealizację, częściej słyszeć coś czego nie powinienem. Ale starałem się tego nie pokazywać. W pewnym momencie wpadła mi do głowy natrętna myśl - zerwie ze mną. Totalnie ze mną zerwie. I nie było ku temu żadnego racjonalnego powodu, starałem się myśleć, że to tylko jedna z rzeczy, które sobie wkręcam. Ale po 48h od pojawienia się tego w mojej głowie - wróciłem do domu z terapii, był spakowany, wyprowadził się. I znowu zostałem sam. 


Starałem się pozwolić sobie na wszystkie typowe mechanizmy, od wyparcia, przez złość, po afirmację bycia samemu ze sobą. W końcu zacząłem trochę chudnąć już wcześniej, dalej to kontynuowałem, starałem się ruszać. Wtedy do tego doszło rzucanie palenia, cały tydzień już nie paliłem! Po tylu latach palenia! Aż wszystko trafił szlak.

Ostatnie dni sierpnia, pracuję z domu, słyszę jakiegoś kota. I tak widzę - nie moje, pewnie od sąsiada słychać. Na jakiś czas było głośno, na jakiś potem cicho. Około drugiej w nocy dopiero wyszedłem na klatkę sprawdzić co się dzieje. Na najwyższym piętrze, gdzie winda nie dojeżdża, zobaczyłem biedną kotkę, z jednym okiem, krzyczała ale nie uciekała. Cofnąłem się do mieszkania, założyłem rękawiczki i transporter, zrobiłem miejsce w osobnym pomieszczeniu - pamiętajcie, jak znajdziecie kota, musi być osobno od waszych, bo może mieć choroby - poszedłem po nią na górę. Bez problemu złapałem ją do transportera, obracając się na schodach poszedł trzask, kolano mi się nienaturalnie wygięło, poczułem najgorszy ból fizyczny w swoim życiu. Była druga w nocy, a ja leżałem na schodach na piętrze, do którego nawet nie dojeżdża winda, telefon zostawiłem w mieszkaniu. Pukałem do sąsiada, nie otworzył, później dowiem się, że mnie widział, ale stwierdził że jestem z jakiegoś powodu naćpany. 

Doczołgałem się po schodach do mieszkania, sam nie wiem jak, znalazłem telefon i zacząłem dzwonić po ludziach. Jedna przyjaciółka spała, druga nie odbierała, trzeciej nie chciałem męczyć, bo ma dziecko i musiałaby w dodatku jechać ze skraju Warszawy. No musiałem zadzwonić do niego, bo nie wiedziałem co zrobić. Przyjechał po mnie z przyjaciółką swoją, pomogli mi dojść do ubera, pojeździli ze mną po szpitalach. Eh, strasznie mi pomógł i nie wiem co bym zrobił bez niego, choć nie byliśmy razem sam też bym do niego bez wahania przyjechał. Wtedy też poszło się jebać rzucanie palenia. 

Więc siedziałem sam w domu, ze skręconym kolanem, widząc się raz na parę dni na zmianę z siostrą i przyjaciółką które pomagały mi w zakupach. Na początku nie ruszałem się prawie wcale, potem miesiąc chodziłem o dwóch kulach, potem jednej, od dwóch dni już nawet ortezy na nodze nie mam ale o kuli jeszcze kolejny miesiąc pochodzę. W międzyczasie kilka innych mniejszych spraw mi nie wypaliło, jest mi szczerze przykro. 

I teraz tak od dwóch tygodni znowu bardzo mało jem, ale spokojnie. Mam ten skrajny rodzaj otyłości więc za szybko nie zginę, no i nie mam takich aspiracji. Na studiach fizycznych jest mi ciężko, wszyscy niby mają problem z odnalezieniem się w realiach zajęć fizycznych, ale mam wrażenie, że już kompletnie nigdzie nie pasuję (choć uwielbiam swój wydział). Wszyscy starzy przyjaciele mają swoje pary, mieszkają razem, a ja jestem w tej kawalerce z dwoma kotami i myślę jak nie oszaleć. Gdybym był trochę bardziej autodestrukcyjny może poszedłbym w dragi, ale za bardzo mnie nie ciągnie, więc i to zajęcie odpada. Studia chcę skończyć w końcu jak najszybciej - mam już 3 lata opóźnienia w stosunku do osób z mojego rocznika, oni już napisali magisterki, a ja wciąż tutaj...

I tak parę lat temu byłem dość chudy, obiecujący, aktywny wobec życia, a teraz się trochę nie poznaję. 


Szukałem wczoraj i dziś kogoś z kim mógłbym pójść na nową Diunę, ale nie mam z kim. Bo nie chcę iść z osobami, które są w parach, gdzie byłbym trzecim kołem i by się litowali, a samemu też nie chcę. Ale jednocześnie mam wrażenie, że go bardzo kocham, choć oczywiście wiem, że już raczej nigdy nie będziemy razem. Podobnie kocham swoją byłą, ale tutaj to ona raczej by wolała nigdy już o mnie nie słyszeć (zabrałbym ją na tę Diunę choć nie widzieliśmy się latami, co chyba jest lekko żałosne). I tak myśląc o tym kogo jeszcze kocham, myślę, że w sumie rozumiem po latach, czemu poliamoryści potrafią kochać więcej niż jedną osobę, choć nie wiem czy to by było dla mnie. Właściwie jestem na etapie, gdzie mam wrażenie, że nic już nie jest dla mnie. I głupio może brzmieć, jak 24 latek twierdzi, że nigdy już nie pozna miłości życia, ale mam wrażenie, że moje wielkie miłości już minęły. I mogę się starać być lepszym człowiekiem, dla siebie i innych, ale ostatecznie zamykam się w tej kawalerce jak w swoim własnym grobie.

Też pozwalam sobie już zwracać się personalnie, do Ciebie, choć nawet nie wiem kim jesteś. Wiem, że istniejesz i tu bywasz, bo w statystykach odsłon ktoś czasem, bardzo rzadko, zawędruje tutaj. Choć może to tylko jakiś bot zczytujący strony czy coś takiego, albo jakieś osoby, takie jak ja prawie 10 lat temu, szukające tu jakiegoś bloga (choć ten ma chyba blokadę na wyświetlanie w google). Też głupio przyznać, ale nie pamiętam niczyich nicków, totalnie nawet wśród tutaj obserwujących nie wiem kto kim jest,Może jestem mniej edgy, mam zarost z którym muszę się codziennie pieprzyć, bliznę po wycięciu guza, ale jakoś nadal tu jestem. Widzę też, że w jednym z pierwszych postów wstawiłem kawałek piosenki MCR - "Wolę iść do piekła niż żyć w czyśćcu" - najwyraźniej nie wyszło.

piątek, 27 października 2017

1/6/1

Ja pierdolę, dawno nie doprowadziłem się do takiego stanu.

Tak na prawdę nie biorę części leków od jakiegoś czasu, źle się bo nich czułem, psychoterapii nie mam od dawna już, po 7 latach została zakończona, bo wiedziałem i tak co powie terapeutka nie ważne co powiem. Chyba znowu potrzebuję terapii.
Nie jestem w stanie przestać myśleć o śmierci, nie jestem w stanie przestać myśleć o Niej, nie jestem w stanie przestać myśleć o tym, że w tak krótkim czasie rozpierdoliliśmy tę planetę, zajebujemy wszystko co się ruszy, a jak się nie rusza, to to zniszczymy. Już zaczyna brakować wody, jedzenia. Kapitalizmkapitalizm kapitalizm.
Ostateczne osiągnięcie kapitalizmu, dopisek drobnym drukiem: ludzkie życie nie ma żadnej wartości.

Wszelkie granice, pieniądze, kultura rozdierajaca ludzi to skrajna głupota, która trwa tysiąclecia. Tak samo głupotą jest jakakolwiek forma istnienia przez nas, jeśli za głupotę uznamy coś absurdalnego.
Nie ma najmniejszego sensu, dlatego łatwo dajemy się ogłupić potrzebie posiadania, bo realizm jest tragedią. Każdej nocy przeżywam antrakt, podczas którego chwila zastanowienia w ,,spokoju" przynosi tylko głębsze doświadczenie pomroki. Jaki też jestem głupi, że pomimo tego nadal brakuje mi miłości.
Stałem się chujowym człowiekiem, uszkodziłem się nie do naprawienia, nie umiem odczuwać tak jak inni i widzę to. Tak nie powinno być, że lubię lduzi ale nie jestem w stanie poczuć czegoś realnie, amocje widzę, doświadczam, ale nie przeżywam. Cały czas choruję, nie ma szans żebym wyszedł z domu w ten weekend raczej, siedzę i maluję, znaczy chcę, bo też mi nie wychodzi, już szaleję. Podobam się wielu osobom, ale nie umiem nawet im wytłumaczyć, że nie umiałbym poczuć do nich relatywnie większych emocji niż pociąg seksualny i przyzwyczajenie, z dużą dozą polubienia. Ale to nie jest to p r a w d z i w e uczucie o którym pisze.

Przeżywałem smutek, nie raz.
Złość, zbyt wiele razy.
Szczęścia mogło być więcej, ale nie to mi było pisane.
Zazdrość, tę chyba nadal przeżywam, ale to ze złości na siebie.
.miłość.

nie ma sensu. spróbuję pójść spać.





PS. faszyści na prawdę nie krępują się chodzić po ulicach, pokazywać swoje poglądy. Ekipa była dziś w naszym pubie, przyszli faszyści, w tym chłopak jakiś czas temu wszedł za mną (ja z trzema osobami, on z siedmioma) do knajpy i chciał nas najebać (ma charakterystyczny tatuaż - white power. A teraz ciekawostka.. ma z 20 lat...) i jak troszkę sobie popili, zaczęli hajlować.

piątek, 6 października 2017

20>19

Od tygodnia się nie wysypiałem. W miedzyczasie trafiłem do szpitala, musieli mi zrobić tomografię itp.
Wczoraj obudziłem się rano by iść do lekarza, o 5:30. zasnąłem o trzeciej. Te 2-3 godziny snu wystarczyły by mi się śniła, a tak długo się nie śniła. I z takimi emocjami, eh.

Mam 20 lat od przedwczoraj, strasznie słabo. Skopiuję tu jeszcze post z fcb który napisałem po północy jak miałem 20 lat.

Właśnie pożegnałem się z wiekiem nastoletnim, zaczynając miłym akcentem wylania dużego kubka herbaty malinowej, którą właśnie zrobiłem z powodu choroby.
Jako osoba o być może specyficznym myśleniu, nie jestem zbytnio zadowolony z tego, że mam 20 lat. Jedyne co mi przychodzi na myśl to przypomnienie o poczuciu bycia cieniem, z którym w najbardziej utopijnych wizjach się nigdy nie pożegnam. Zarówno w obrazach jak i innych rzeczach które tworzę głównym motywem jaki się przewija jest motyw śmierci, nie koniecznie człowieka, a raczej po prostu śmierci. Poczucie abstrakcyjności w świecie rzeczywistym powinno być przyjęte za normalne, wszelkie granice, broń, wyścigu konsumpcjonistów, noszenie złotych łańcuchów i torebek w cenie płacy minimalnej. Dość blisko mi do nurtu immortalistów, który raczej do najbardziej znanych / lubianych nie należał, może się wydawać, że była to grupa popaprańców, ale patrząc na wszystko co robimy z zewnątrz ciężko nie stwierdzić, że jesteśmy popaprańcami. 
Zarówno siedzenie przed komputerem, jak i sama czynność chodzenia/oddychania/samoświadomości jest sprawą dość idiotyczną.
Mógłbym pisać w nieskończoność ale to nie miejsce. Profilaktycznie dodam (po doświadczeniach po swoim tekście na 18 urodziny) że to nie jest list samobójczy <serio> a za życzenia się nie obrażam ani nie powodują jakiejś szczególnej depresji, więc proszę mi się nie obawiać



Mehr Licht!

niedziela, 30 lipca 2017

No gods, no masters

Jestem strasznie zaskoczony, że aż pięć osób odpisało na ,,apel". Podejrzewałem, że jeszcze jedna czasem tu zagląda, chyba, a nie że nadal aż tyle.
Znowu jestem chory. Pierwszy raz nie pojawiłem się na kontrmiesięcznicy Smoleńskiej w tym roku, bo dziesiątego miałem zatrucie pokarmowe. Teraz jestem zwyjczajnie chory. Prawie już wyleczyłem oczy, ale wciąż dostrzegam pewne mankamenty w widzeniu, które mnie bardzo martwią. Na równi z tym, że do cholery, jestem cały czas na coś chory. Co jest ze mną nie tak?
Pewnie to, że jako dziecko miałem obturacyjne zapalenie płuc, a jaram paczkę szlugów dziennie. Pewnie to, że w ciągu roku najpierw chudnę z 20-30 kilo, a potem tak się opycham WSZYSTKIM że tyję tyle co schudłem. Pewnie przez to, że cały czas się stresuję. Jestem człowiekiem raczej spokojnym, ale wewnętrznie zestresowanym. Co innego zachowywać trzeźwość myślenia, a co innego się nie stresować. Korzystając z płynnego przejścia, poruszę w takim razie temat, kim jestem teraz.

Nie pamiętam, czy jakoś bardziej kiedyś o tym pisałem tutaj, ale jestem bardzo aktywny politycznie. Wiem, że często może się wydawać jakbym był w prawdziwym życiu zamknięty w sobie, albo strasznie nieogarnięty, ale to błedny wniosek.
Jestem świadom swoich praw, emocji, poglądów. W tym roku mam już za sobą przesłuchania, jak się pojawiam pod sejmem jestem w gronie tych, za którymi chodzi policja. Nie jestem też neoliberałem, który robi się mokry na myśl o dojściu do władzy ponownie PO+PSL czy N. Nie jestem też żadnym radykałem, który wybija okna McDonalda czyy Starbucksa, ale nie zjem z Macu, raz w życiu piłem kawę w Starbucksie, chujowa. Przynajmniej jeszcze nie jestem, niestety. Unia Europejska to fajny pomysł, szkoda że oparty na wyzysku trzeciego świata. Mam znajomych, którzy specjanie nieszczą swoje iPhony, by rodzice kupili im nowe bo mają jakieś wyimaginowane poczucie, że rzecz przez ktorą giną dzieci w kopalniach uczyni ich lepszymi, gonią za konsumpcją, a ta za nimi. Czasem na mieście można spotkać taką starszą panią, która sprzedaje kwiaty. Jak czasem wracam spod sejmu, ba, nawet w styczmiu, jak wracałem o 4 w nocy to ta pani potrafiła z nimi siedzieć by zarobić cokolwiek na przeżycie. Ludzie na ulicach mojego miasta krzyczą by zajebać ukrainców, a nie wiedzą o tym, że rodziny muszą przysyłać kogoś do Polski, bo nie da się żyć za 400 złotych miesięcznie, kiedy elity zarabiają miliony.
Całkiem sporo też maluję, jak na siebie. Na zdjęciach widać. Ostatni obraz ukończony jest dopiero w połowie. Myślę, że będzie dobry.   Chciałbym zacząć sprzedawać.
 
Oprócz tego często śni mi się śmierć na liczne sposoby, apokalipsa, i inne rzeczy.
Bardzo boję się śmierci, swojej, ale też kilku osób którym nie potrafię okazywać uczuć. Wysokości, owadów. Jak jestem na manifach, prowadzę tłumy, zapominam o tym, jak bolą mnie kolana, jak coś mnie kłuje. No i wyglądam mniej więcej tak.

(Edit: jednak usunąłem swoje zdjęcie po paru latach, nie warto.)

środa, 21 czerwca 2017

I tak nie widzę co piszę tyli małymi literkami w tytule

Muszę pisać to na największej czcionce, bo chuja już widzę. Mam bardzo chore oczy.

Może potem uda sie zmniejszyć. Zresztą przez większość czasu i tak mam zamknięte oczy jak piszę, więc pewnie sadzę dużo błędów, chyba że mam większe umiejętności w pisaniu na klawiaturze niz mi się wydaje. 

Nawet nie wiem czemu do Cb piszę. Chyba już mogę pisać na Ty, bo jeśli ktoś jeszcze tu zagląda oprócz mnie to tylko Ty. Nie wiem kim jesteś, może Nią, może kimś kto randomowo trafił na tego bloga. Tak czy siak, ponawiam apel, odezwij się, albo daj anonimowy komentarz z kropką, będę wiedział chociaż, że ktoś to czyta. Potrzebny jest chociaż jeden umysł na raz który coś niesie, jak nie ma żadnego, nawet przez chwilę, to przepadło na wieki.

Wspomniałem, że mam bardzo chore oczy. Tragedia. Chcę by były normalne. Strzeliłem sobie w lewe oko olejkiem z e papierosa z dwa tygodnie temu, już trzy nawet, ale nie ma to z tym związku.

Byłem w Pradze, byłem w nowym Sączu.

Jeszcze wcześniej na początku maja było u mnie pogotowie, coś z sercem. Przestałem brać kwetiapinę, a trzeba przyznać, 300 to już nie taka mała dawka była. teraz od tygodnia nie biorę stabilizatorów nawet, bo leki na oczy są na tyle poważne, że mogą wchodzić w interakcje..
Ale pierdole to, wrócę na nie. Czyję się chujowo. Zresztą już wziąłem, pewnie za godzinę zrobię sie trochę śpiący. Smutek, żal, złość, no nie w moim stylu.

Ale tak dokładniej

Nawet nie czuję by było moje. Bardziej czuję jakby to w środku jak tylko poczuło że osłonka z leków schodzi zaczęło się budzić, ale nie wie w którą stronę pójść.
Podoba mi się chłopak, podoba dziewczyna, podobam się chłopakowi, może podobam się dziewczynie. Ale jaki wgl miałoby to sens jak widzę w nich ją. Idiotycznie napisałem, jasne że ma sens. A widzieć będę we wszystkim, zawsze, już tak to jest.

Widzę wszystko za mgłą, momentami tak mocną jak teraz, gdzie nie ma sensu trzynać otwartych oczu. Często mnie też te oczy mylą, pokazują rzeczy których nie tylko nie ma, ale też nie chce by było. Trochę doprowadza do szaleństwa. A nie robi się lepiej (pod tym względem_.
Miałem takie myśli do przelania, takie emocje a wszystko zniknęło.
Co ja robię?
Polityka, manifestacje, praca, a boję się pójść do lasu bo boję się kleszczy jak nie wiem. Co się kurwa ze mną stało. Obrazy nachodzą, a nie mogę malować bo nie widzę, myśli chcą się wylać, a nie mogą, bo jak mam w takim stanie montować film. Pisanie niestety nigdy mi nie wychodziło, ani też nie zaspokajało w oczekiwany sposób. Ale tę autobiografię walnę kiedyś. By przedłużyć życie choć o kilka chwil. 


Jak ciężką muszę mieć duszę


kkrkkk4krirrw422#@doF2 FIA_23E:Pr23PR:{w{"W:EDR

to tylko element losowy

sobota, 10 grudnia 2016

?dn!ɯ ʎɯ s! ǝɹǝɥʍ


Natłok myśli. Impulsy idei.
Pam pa ra pam pa ra pam pa

Powieść sci-fi Himitsu 2020

Powieść post-apo Himitsu 2021

Chciałbym się z kimś przytulać ,,jak dwoje szczeniąt, którym zdechła suka".

Chciałbym znowu być taką ćmą miasta.


Tak, tak... Tak było!
Zgadzam się

Himitsu 2020, ah
2021
22
Tak


Pamiętam że było, pamiętam! Ale co z tego jak to już nie ja!

Alors on danse!

Himitsu. 
Energiczny.
Trochę puszysty.
Lubię być w centrum uwagi. Lubię jak ludzie słuchają co mówię.
Sangwinik.
Choleryk.
Na pewno nie melancholik.
Lubię wziąć czasem trochę za dużo leków.
Lubię czasami odpłynąć w wyciszeniu.
Żadnej jedynki na śród-semestr.
Codziennie się uczy.
Nie lubię być nie miły.
To nie miłe.

Tak, tak pisałem!

Teraz?
Teraz! 
Dokładnie. Jest teraz.
Hao. Himitsu. Adrian. I wiele innych.
Bez energii. 
Co najwyżej silny, ale bez energii.
Puszysty? No wiadomo, po kolejnym epizodzie nie-jedzenia znów się roztyłem.
Centrum uwagi? Nie, nie lubię. Jestem.
S C A H N O G L W E I R N Y I K K i melancholik
Brzydzę się alkoholem, jedyne leki jakie biorę to te którymi się leczę, gardzę nawet paracetamolem! tak!
Odpływać w wyciszeniu? To hałas który słyszę sprawia że odpłynę!
Żadnej jedynki na śród-semestr? Studiuję pierwszą chemię w kraju, i idzie mi chujowo
Codziennie się uczy? Jedyne co mi w głowie to śmierć.
Nie lubię być nie miły? To nie miłe?
To największe kłamstwo.

Vonnegut miał rację!
Świat czyni twardym. Ból stwarza nienawiść! Gorycz skradła moją słodycz.

Jedyne w co jeszcze do końca nie zwiątpiłem to to, że to piękne miejsce.
Ale.

Ale. 




taaak.


wgłowiewciążmamgłostegostarszegopanaktórypowieziałmiżeraczejniedożyjejużnowegoroku.
wgłowiewciążmamtąistotęktóramnieznalazła.
wgłowiewciążmamtegoczłowiekaktórywieżezostałydwatygodnie
wgłowiemamwciążtomiejsceiwciążmamnas
wgłowiewciążjesteśalenatwojemiejscepchasięśmierć.

Jestem przerażony. Na prawdę. Nie pamiętam kiedy ostatnio tak bez przerwy myślałem o śmierci. 
na prawdę.
Przestałem 
cokolwiek
zmieniać.
I chyba już nie dam rady.







V2hlcmUgaXMgbXkgbWluZA==
V2hlcmUgaXMgbXkgbWluZA==
V2hlcmUgaXMgbXkgbWluZA==
V2hlcmUgaXMgbXkgbWluZA==
V2hlcmUgaXMgbXkgbWluZA==
V2hlcmUgaXMgbXkgbWluZA==
V2hlcmUgaXMgbXkgbWluZA==
V2hlcmUgaXMgbXkgbWluZA==
V2hlcmUgaXMgbXkgbWluZA==
V2hlcmUgaXMgbXkgbWluZA==
V2hlcmUgaXMgbXkgbWluZA==
V2hlcmUgaXMgbXkgbWluZA==
V2hlcmUgaXMgbXkgbWluZA==
V2hlcmUgaXMgbXkgbWluZA==
V2hlcmUgaXMgbXkgbWluZA==
V2hlcmUgaXMgbXkgbWluZA==
V2hlcmUgaXMgbXkgbWluZA==
V2hlcmUgaXMgbXkgbWluZA==
V2hlcmUgaXMgbXkgbWluZA==
V2hlcmUgaXMgbXkgbWluZA==
V2hlcmUgaXMgbXkgbWluZA==
V2hlcmUgaXMgbXkgbWluZA==
V2hlcmUgaXMgbXkgbWluZA==
V2hlcmUgaXMgbXkgbWluZA==
V2hlcmUgaXMgbXkgbWluZA==
V2hlcmUgaXMgbXkgbWluZA==
V2hlcmUgaXMgbXkgbWluZA==

środa, 23 listopada 2016

V3N6eXN0a28gbWkgc2kRkganUXwgbWllc3ph

Powiem Wam że dziś jest jeden z tych dni, od których się u mnie zaczyna.

Nie mam kontaktu z Misą
Dwie godziny dostałem telefon od Niny. Numer z którego dzwoniła rozpoznałem od razu.
Józefów.

Już od 70 dni nie chcesz się ze mną widzieć

Nie dość że zjebałem komputer, to przez to nie mogę się uczyć do jutrzejszego kolokwium z fizyki.


Przedwczoraj widziałem to, wielkie, ciemnoszare, krążyło. Im bliżej było mi do domu, tym chętniej się zbliżało. Jakoś dotarłem.
Nie wiem co to jest, ale wiem że jest zbyt inteligentne.

Nie idzie mi zbyt dobrze na studiach.
Mam cztery prace.
I projekt dotychczasowego życia. Jeśli się uda...

W piątek idę do psychiatry, bardzo dobrze, bo jest źle.


Miałem Wam tyle do powiedzenia, nieistniejący czytelnicy, a jak dochodzi co do czego jestem jak każdy.
Jak dochodzi co do czego nie mam słowa.
Nie umiem opisać już wizji, nie umiem wytłumaczyć snów, nie umiem pojąć porządku.
Taką zapłaciłem za to cenę.

Marta się karmi pustką
K karmi się porządkiem

Ja się karmię chaosem


Wyobraźcie sobie to. Bóg, stworzyciel, architekt. Osoba..
Wyobraźcie sobie jak setki lat temu go wielbili. Bali się diabłów.
Dziś ludzie nie boją się diabłów, żyją z nimi.
A bóg?
Gott ist tot.


Ale powiem wam, że śmierć boga choć wydaje się rzeczą skomplikowaną i nie do przełknięcia, to sprawa jest prostsza niż się wydaje.
RGllIGVpbnppZ2UgS3JhZnQsIGRpZSBibGVpYnQsIGlzdCBDaGFvcy4=
Teraz chyba już wszyscy rozumiemy, czemu bóg umarł.

poniedziałek, 12 września 2016

Będę czekał dłużej

Ona myśli ze jakośukrylem tego bloga ale to nie prawda. Nie wiem czemu bałem się ja wyprowadzić z błędu.

Wracam nocnym
00:45 odjazd jak zawsze
Nie mogłem wrócić wcześniej. Napisała że nie wie czy wgl jeszcze chce się ze mną widzieć.
Kocham ją. I wiem ze pewnie myśli ze dlatego spotkania z nią byłyby dla mnie jeszcze cięższe ale nie. Wręcz przeciwnie. Wolę być wiecznie w cieniu, niż nigdy nie być.
Skrycie się martwić. Nie oznacza to stania w miejscu według mnie. Tylko chciałbym zawsze być przy niej, nawet jeśli tego nie czuje.
Prosić wszystkich Bogów by ja chronili z całych sił, a demony odpedzac. Móc ją widywac i po prostu... nie wiem nawet.

Wspomnienia mi cały czas huczą w głowie. Też te które nie nadeszły a wiem ze to moja wina
Moja misja na tej planecie
Odyseja miała ważną różnicę.
Kończyła się dobrze.


Ostatni raz upadne jeśli tak to się serio skończy. Zaszyje się. Zostanę naukowcem. Może komuś pomogę. Może komuś mi się uda.


Będę czekał dłużej niż życie.


PS. Nie wolno tracić nadzieji. Nie wolno wątpić. Jak to zrobicie wierzcie mi ze konsekwencje moga być tragiczne

wtorek, 20 października 2015

Chaos. Borderline. Spisane myśli. Pustka.

Przepraszam za chaos moich myśli i wypowiedzi. To zlepek moich ostatnich dni, tygodni, nawet miesięcy. Tego co się dzieje w mojej głowie. W końcu zabrałem się na to żeby napisać choć tak chaotyczną i idiotyczną notatkę, chociaż tyle. Ale i tak już raczej nikt tu nie wchodzi. Przepraszam, czuję się tak pusto. Jestem taki pusty w środku. Nie jestem samobójczy. Nie wiem.









Nie wiem. Nie wiem totalnie co mam myśleć na temat swojego życia. Życie wymknęło mi się troszkę spomiędzy palców. Straciłem kontrolę.

Lipiec. ,,Przez przypadek" (alkohol doradza głupie rzeczy) poszedłem na Animatsuri. Było strasznie fajnie. widziałem tam takiego chłopaka. 3-4 osoba w życiu do której bałem się zagadać.
Pare nocy wcześniej śniło mi się że mnie napadli. Pare dni później tak było. kropka w kropkę. dokładnie.
Potem był Modlin, 3 dni imprezki. Strasznie fajnie. ale wtedy już czułem że nasila się, że coś jest nie tak. Byłem troszkę różnymi osobami. Troszkę inną w domu, troszkę inną w szkole, trochę inną z jednymi znajomymi, troch inną z innymi, jeszcze inną samemu. ale traciłem kontrolę. Znowu. Znowu mi się zmieszało. Chaos.
Pod koniec lipca wyjechałem do Białowieży, na kongres młodzieżówki. Na 4 dni. Było troszkę imprezowo, troszkę politycznie. Zostałem ogólnopolskim sekretarzem Ostrej Zieleni. Łał.

Sierpień. na samym jego początku pojechałem do Krakowa na pare dni. Trochę osobiście, trochę młodzieżówkowo. Napisał do mnie wtedy ten chłopak.
Jest taki wspaniały, pod każdym względem. Aż wiem że nie mam ni chuja szans. w dodatku wszyscy mi mówią żebym brał się za E. W końcu tak do niego pasuję i tak mu się podobam. Zaraz ma się w końcu przeprowadzić do Warszawy.
Zacząłem z nim pisać. Mieli rację. Spotkanie. Drugie. związek jakoś tak wyszedł. opowiadał mi o swoim byłym, straszny skurwiel. troszkę przestaję jeść. Robi się też jednocześnie coraz gorzej, uh, ale zarazem jest dobrze.
Chciałem wyjebać kierowcę z samochodu, wkurwił mnie. Chyba jest źle. Oprócz tego często kręci mi się w głowie.
Końcówka miesiąca. zrywamy. bo on nadal czuje coś do byłego. Wszyscy po mnie jeżdżą że to zakończyłem a nie dałem mu czasu. Jebać go, oczekuję tak albo nie, a nie muszę się zastanowić. Jebany idiota.
Wrzesień. Tak jak w wakacje często wolałem zostać w domu, tak muszę chodzić do szkoły i nie umiem rozmawiać. Cholernie chcę ale nie umiem. Nie wiem czemu. Jestem jakimś pierdolonym zjebem. Ale też czasem siebie kocham. a czasem jestem pusty. Rozdział osiąga maksimum.
Jestem Himitsu. Boję się. Jestem smutny.Jestem sam. Tak bardzo kogoś potrzebuję.
Jestem Hao. Jestem wkurwiony. Jestem lepszy. Mam ochotę na działania autoagresywne. Ta pizda, Himitsu się nażarła i ma wyrzuty sumienia? To to wyrzygam, o chuj mu chodzi. Naćpałbym się. Czy coś odjebał.
Jestem Adrian. Jestem pusty. Nie mam siły, odjebcie się.

Jestem.


Nie mam u niego najmniejszych szans. Ale jakoś mnie to strasznie boli. Tak bardzo.. Uh. Ale czasem też myślę o E.
w połowie września pisze do mnie ten były E. okazuje się że był jednocześnie ze mną i z nim. Okazuje się że wszystkim moim znajomym, jego znajomym, jemu, i mi, kłamał. Każdemu mówił co innego. Pierdolony zjeb. Kurwa mać.  Pierwsza istota żywa do której tracę szacunek.
Chaos. Chaos. Chaos. Naćpałbym się. Chaos. Smutno mi. Chaos. Oni mnie nie lubią. Boję się. Chaos. CHAOS. ratunku.

Październik. Zestarzałem się. zostałem wyjebany ze stanowiska przewodniczącego klasy. Nienawidzą mnie chyba. Ale ja po prostu nie umiem. Ja chcę ich przytulić. Porozmawiać. Boję się dotyku, niech nikt do mnie nie podchodzi.
Wkurwia mnie to wszystko.
Poważne rozmowy.
Nienawidzę siebie.
Jestem lepszy.
Uh.
Potrzebuję kogoś tak kurewsko. Czuję się tak kurewsko samotny. Tyle dziwnych rzeczy dookoła.
psychoterapia. Psychiatra.
Pograniczne zaburzenia osobowości typu Borderline. Kurwa mać. ,,Chudniesz bo nie jesz" gratulacje. Odkrywcza jesteś.

Od kiedy w niedzielę powiedziała mi że to Border czuję się chyba jeszcze gorzej. Wiadomo, to było podejrzewane jakiś czas. Ale kurwa mać.
Ale on mnie wkurwia. Znowu popchnąłem obcego człowieka. Ja pierdolę co mam zrobić żeby on na mnie zwrócił uwagę. Błagam niech do mnie napisze. Jebany egocentryk, niech się ode mnie odpierdoli raz na zawsze. Naćpałbym się. Potrzebuję go. Czemu ludzie patrzą na mnie jak na agresywnego pojeba. Czemu taki jestem kurwa mać. Czemu nie mogę się ogarnąć. Nigdy z nikim nie będę. Nikt mnie nie będzie chciał. Schudłem 17 kilo. SIEDEMNAŚCIE KURWA KILO. Jeszcze pierdolone 21. tak. wtedy będę może usatysfakcjonowany. Chciałbym cholernie kogoś przytulić ale nie daję się dotknąć. Nie wiem czy lepiej mi samemu czy z kimś. Czuję jakby chaos i pustka przejęła każdą strefę mojego życia. Wszyscy mnie wkurwiają. Czasem. A czasem wszystkich ich potrzebuję.
Ale jestem pieprzonym egocentrycznym narcyzem.

Ktoś tu jeszcze wchodzi wgl?

czwartek, 9 lipca 2015

Sen

Od paru dni śpię. Normalnie codziennie pięknie po 7-8 godzin śpię. Jak jest jakiś sen to tylko taki przelotny, nic nie znaczący. Jak ja kocham chemię. Ale dziś jest niestety ostatni raz. Co prawda można powiedzieć, że ,,dowalam", bo nadal dawki na 10 osób to trochę dużo, a ceną jest mój organizm.
Czy to takie dzisiejsze sprzedanie duszy diabłu? Dostając to co chcę, na te parę godzin, płacę parę godzin z życia. Za każdą taką noc pewnie spędzę noc tu mniej. W sumie wychodzi na to, że to dwie noce. Obie granicę się niebezpiecznie zbliżają. Jeszcze tego aż tak nie czuję, ,,ale". Wystarczy postawić to słynne ,,ale", które i tak przekreśli wszystko co było wcześniej w zdaniu.
Ale jeszcze lepiej bym się czuł, jakby normalnym było spanie 4 godziny dziennie. Jakby ten poziom melatoniny sprawiał że 4 godziny wystarczą, i jakbym sam mógł spać tak normalnie te 4 bez budzenia się, bez stresów w środku nocy, bez żadnych paraliżów czy omamów, bez lęków. I jak takie nocne ćmy wtedy by się żyło.

Jutro chyba spotkam się z takim jednym, który mi się trochę może podoba i się trochę stresuję. Chciałbym schudnąć przez te parę godzin 15 kilo żeby wyglądać jak człowiek.

środa, 8 lipca 2015

Kocham ten stan! Papierosy, kawa, ja.

,,Jest aktywny w niskich dawkach, dostępny w tabletkach po 0,25 mg, 0,5 mg, 1 mg, lub 2 mg i 3 mg" aha, fajnie. ,,Najczęściej podawany w dawkach 0.75-2mg." Aha.

Byłem w Blue City, odebrałem okulary, potem na pragę, zjaraliśmy się. Do domu.
0.5 alpry.
Błagam chcę w końcu zasnąć.
1 alpry
Tak, zachwile powinienem zasnać. Skończę oglądać tylko Miasteczko Wayward Pines.
jeszcze dorzuczę.
w sumie już 2.5 mg.
Oglądam te dlaczego ja, na trzeźwo nie zdzierżę. 3.5.

Błagam, sen, wolność, 4 mg.

Bez żadnych snów, tylko sen. Odpłynąć. 4.5 mg.

Chuja mnie obchodzi Karol i jego żona, co jest w tej telewizji. Dajcie mi film. dobry. 
Chciałbym kogoś pokochać. Serio nie jestem w stanie żyć bez związku chyba.
dobra. 5 mg. raz zasnę, na ten miesiąc. w końcu jedna noc wolności. Bez uciekania do wnętrza. Bez wychodzenia z ciała. Bez świadomych snów. Bez żadnych pieprzonych omamów i widzeń. Bez żadnego gówna. Bez obserwowania. Czemu nadal nie śpię. na tej dawce dałoby się 10 słabych osób uśpić. Dobra, niech będzie o 5. Ale więcej nie biorę. 
To smutne, że dawka którą bym był w stanie wziąć, jakbym miał wystarczającą ilość pieniędzy uśpiłaby 10 osób ponad, zapomniałem, że dorzuciłem ketoprofenu. A czuję tylko lekkie wyluzowanie.5.5 mg. już nawet 12 normalnych osób, bez żadnych pierdolonych insomni, omamów hipnagogicznych czy paraliżów przysennych. Tak ciężko wstać, tak łatwo siedzieć.

Ostatni papieros. Tym razem ,,nie ma kumpli, nie ma nie przyjaciół, nie licząc dwudziestu w paczce papierosów" się nie sprawdzi.
Ale kocham ten stan!
Papierosy, kawa, ja!



Zrobiłem tą kawę mrożoną (zbożową oczywiście, w końcu jest prawie 2 w nocy a ja jestem lekko inny), wyciągnę zaraz tego ostatniego fajka i go zapalę. Jak kiedyś. Jak kiedyś mrożona kawa, papierosy, muzyka, nostalgia, niebo, jakiś chujowy horror w tle.

Podobają mi się ludzie, ale nie umiem z nimi być. Chce mi się rzygać. Jestem zmęczony, co najlepsze, to jest takie zmęczenie, kiedy obijasz się od ściany do ściany (pod warunkiem, że uda Ci się wstać), dojdę do tego okna i zapalę przy †††-Bitches brew

Znacie to uczucie? Jakbyście mogli śmiać się, że kiedy przyjdzie po Was śmierć to wiesz, że to po prostu spotkanie ze starą znajomą?
Czuję trochę wolności, może jak się wtulę to zasnę.

niedziela, 5 lipca 2015

"Jam jest w tajemnym poczwórnym słowie, bluźnierstwie przeciwko wszystkim bogom ludzi."

Jestem strasznie wykończony. Na prawdę, tragicznie. Noc z piątku na sobotę spędziłem nad Wisłą. Potem została tylko garstka osób siedząca w różnych tematach+pełnia=było ciekawie. Ale w sobotę zamiast sobie spokojnie wypoczywać poszedłem na imprezkę u Ewki.
Przyjeżdżam pociągiem na stację, wysiadam, papieros. Znajduję ekipę i idziemy przez ulice Legionowa do domu Ewy. Po drodze już tylko kupić alkohol, niestety facet w sklepie kazał mi pokazać co mam w plecaku, a ja mu pokazałem, po czym w geście oburzenia nie kupiłem u niego ciasteczek. Bezczelny. W końcu doszliśmy do Ewy, lecz długi czas siedziałem zamulony. Ogarnąłem ,,dobre" leki nasenne, i tak się budziłem, ale są jednocześnie na tyle silne, że i tak w ciągu całego dnia odczuwałem wyluzowanie z ich strony. Tak, nie powinienem pić.
Piwo, dwa, pięć, wszyscy chcą iść spać. Znowu- wszyscy poza jedną osobą. Dlatego poszedłem do innego pokoju z Manią, by nie przeszkadzać dziesiątce osób a tylko jednej. Lecz i ona postanowiła po pewnym czasie pójść spać. Ja leżałem.
Godzina. Półtorej. Zamknąłem oczy. Jestem w domku letniskowym. Są Ci sami ludzie co na tej imprezie, tylko bawimy się dalej. Na dodatek była jakaś dziewczyna, strasznie bekowa. Lecz standardowo nie jest to sen. Nie tak łatwo w niego wpaść. W każdej chwili jestem świadom tego, że mogę otworzyć oczy, jak zwykle. Może to tylko omamy hipnagogiczne, na wysokim stopniu, może to otwarte trzecie oko, nie ważne, wkurwia mnie to. Wolałbym normalnie spać. Najchętniej, chciałbym zasypiać od razu jak chcę, żeby mi się jeszcze w dodatku nic nie śniło! Czytam teraz Future, tam mają tabletki nasenne, które w dodatku gwarantują, że nie ma się snów. Czemu tego nie ma. Wracając. Bawimy się, lecz w pewnej chwili się męczę, siadam, opieram o ścianę, zamykam oczy. Odpływam w marzeniu sennym, w pół-jawie popadam w głębię. Jestem na przejściu podziemnym przy patelni(metro centrum), parę osób, nie pamiętam twarzy, po co? Wiem, że są ze mną. Widzimy jak do przejścia przez patelnie maszerują kibice z wielkimi banerami, ognie ostro buchają dookoła, i pomimo nutki strachu i tak wydaje się to zabawne. Potem coś się zwija, jakby ludzie się przemieszali. Otacza nas powoli agresywna grupa(To nie kibice, to inna grupa). Wszyscy uciekają, część osób, w tym oczywiście (kurwa) ja nie zdołała. Ciemno, aczkolwiek normalnie ubrane postacie otaczają nas. Co druga osoba ma długi nóż. Co dziwne, te osoby są bardziej z tyłu. Te bliżej wnętrza okręgu którym jesteśmy otoczeni nas trzymają. Przerażenie. Strach. Okradają nas. Dawno zapomniałem o tym, że mogę się wybudzić, w końcu to sen mnie w pół-śnie. Ale nareszcie otwieram oczy. Domek letniskowy. Otwieram oczy. Jestem.
Wróciłem.
Zdyszany, przerażony, minęły około 3 minuty a wiem, że nie zasnę. Na obecną chwilę, już to jest pewne. CODZIENNIE jakieś problemy ze snem, kurwa mać. Żebym ja jeszcze po prostu nie mógł spać, a nie miał jakieś pieprzone wizje na jawie.

Zostałem u Ewki do 18:20, niedawno wróciłem do domu. Za jakiś czas wezmę leki, muszę kurwa w końcu zasnąć, co jest. Jestem wycieńczony. Nie mogę tyle pić. Nie mogę palić. Nie mogę robić paru innych rzeczy, których nawet pełnoletni nie mogą/nie powinni. Boże, Himitsu, dokąd zmierzasz.

O poprzednich dniach nawet nie chce mi się już pisać.


Mówiłem, że jestem Galaktycznym Sokołem

wtorek, 23 czerwca 2015

Czarna Wołga

W poniedziałek i wtorek tydzień temu nie poszedłem do szkoły. Zresztą w czwartek też, w środę tylko na 3 lekcje bodajże. Moje problemy ze snem osiągają powoli szczyty. Paraliż przysenny nie jest takim przyjemnym doświadczeniem.
Wychowawczyni stwierdziła, że olałem sobie sprawdzian z chemii. JA. Więc z dupy mi postawiła 2 na koniec chociaż jestem jednym z lepszych w klasie z chemii. Wkurwiłem się, napisałem ten sprawdzian, powiedziałem jej że nie ma prawa mówić o mnie że sobie olałem, jak nie wie nic o moim życiu, a mnie nie ma przy tym i nie mam szansy się obronić. Za prawdę nie dostałem 6 z zachowania, a 5, ale chuj z tym.
A sprawdzian napisałem na czwórkę, najlepiej w klasie, znowu.

W piątek byłem na rozmowie o prace, pomimo tego że głupio się zachowałem pare razy to dobrze poszło.
W sobotę po debacie o samobójstwach w społeczeństwie LGBT Brunon znowu się zapomniał ze mną pożegnać, nie wiem.. Fryś do mnie zadzwoniła, żebym wbijał na wianki. Tylko do domu- zdjąć marynarkę- nad wisłę do Frysia i (wtedy jeszcze) jej przyjaciółki, Patrycji.
Poszliśmy szybko po wino, miałem ochotę w sumie na dużą ilość alkoholu. Wypiłem je na wybrzeżu Helskim, gdzie też okazało się podczas rozmowy, że Patrycję znam od lat, a w Józefowie nadal się moje podpisy.
 Nagle z nieba lunął deszcz, nie dało się nawet sekundy dłużej siedzieć, zaczęliśmy spierdalać pod most. Po drodze wszystkie stróżki ludzi uciekających przed nim łączyły się w rzeczkę, zatrzymującą się pod mostem Gdańskim, to w tej rzeczce jakiś chłopak zaczął drzeć się ,,GDZIE JEST MAREK?" Co z Frysiem i jej dziewczyną szybko podłapaliśmy. Tak nawiązała się znajomość ze sporą grupką, a po chwili, także z ich wódką. Fryś w sumie od nich nie piła za bardzo, bo wiedziała że się porzyga. Jednak ja i Patrycja twardo. Zdjąłem kaptur uzmysławiając sobie, że przecież jestem chroniony betonowym daszkiem i w tym momencie dziewczyna w grupce z którą gadałem krzyknęła.
-HIMITSU!
-OLA!
-O KURWA!
-O KURWA!
-CO TY TU KURWA ROBISZ?!
-CO TY TU KURWA ROBISZ?!
Wtedy grupka wydała mi się jeszcze bardziej atrakcyjna. Z Olą chodziłem tydzień do klasy w Kuroniu. Lekko ich oczarowałem, może oni trochę mnie. Choć może to była ich wódka. Fryś z Patrycją musiały odejść dalej, z powodu złego samopoczucia Patrycji, no i tego że rzygała, a ja dalej bawiłem się w najlepsze z nowo poznaną ekipą. Po pewnym czasie stwierdziłem, że Fryś już się naopiekowała swoją prawie-dziewczyną, więc postanowiłem ją wspomóc. Akurat miałem przy sobie sok pomidorowy. Elektrolitów tak dużo, że po paru łykach uzupełni zapas. No i miałem granat. Antyoksydantów tak dużo, że wytrzeźwieje o połowę szybciej. Miała farta, że kiedy pierwszy raz się najebała to na nas trafiła.

Co tam więcej pisać o tym. Co najwyżej, że parę godzin później zostały w końcu parą. Tyle pieprzenia się z tym było, jak wiadomo było od razu że będą razem. Fryś jest przeklęta. Każda dziewczyna jaką poznaje i z którą jest, okazuje się po pewnym czasie, że znam lata.



Wgl od 15 przeszedłem na weganizm, nie pamiętam czy pisałem wcześniej. Myślałem, że na 30 dni. Zobaczyć jak to jest, czy zobaczę jakąkolwiek różnicę, czy coś się zmieni. Szczerze? Jeśli te zmiany co póki co zaobserwowałem zostaną, nawet się nie powiększą, na pewno zostanę weganinem na stałe w pełni. Nie chodzi o to, że schudłem te 2-3 kilo (JEDZĄC DWA TYSIĄCE KALORII DZIENNIE), chodzi o to, że serio czuję, że mam w mięśniach więcej energii, że bardziej mi się chce, że nie mam w sobie tyle tego gówna, że jestem czystszy.

Ale jednak ten sen dalej jest rozpierdolony.

Wczoraj po szkole pojechałem (co ja wgl pierdolę, przyszedłem do szkoły ale nie byłem na żadnej lekcji) do Sebka na imprezkę. Było zajebiście, dość mocny melanż. Jednak o 4 w nocy wszyscy zrobili się śpiący, a ja dalej zasnąć nie mogłem. Wódka nie pomogła. Zasnąłem na godzinę, zaraz przed siódmą. o 9:30 wszedłem do domu. Wykąpałem się, i na chemię. PO GODZINIE SNU. Po prostu chciałem zobaczyć taką naszą ekpię na chemii taką nie do życia.
No i zajebiście, że nasza klasa miała dzis największą frekwencję w szkole, ale troszkę beczka, że połowa była na kacu.


Dziś było spotkanie zapoznawcze z nową członkinią OZ, Kingą, w sumie zajebista osoba.

Ale Ania w biurze jakoś zamyślona była, wgl strasznie wcześnie przyszła i wgl. A teraz po powrocie do domu dowiedziałem się, że ,,Anna Grodzka odeszła z partii zielonych". No super.

poniedziałek, 15 czerwca 2015

Our love would be forever And if we die We die together!

Pełno siniaków, sporo zadrapań, satysfakcja. Orange Warsaw Festival był jedną z tych rzeczy co zapamiętam jako najfajniejsze przed osiemnastką. Byłem na Meli Koteluk (w sumie obiecałem jej że będę), Crystal Fighters, HEY, Three Days Grace, Papa Roach, i z daleka, The Chemical Brothers. A to tylko pierwsze dzień. Było na prawdę super, pierwszy raz byłem na takim festiwalu.
W sobotę była parada równości, ale po pogo na Papa Roach i powrocie do domu o 2:30 nie byłem w stanie wstać o 8, i na pomoc przy dekorowaniu platformy dojechałem dopiero na 12:30. Już prawie wszystko było skończone, głównie siedzieliśmy, zszyłem tylko jakiś baner. Sporo gadałem z Tatianą, na prawdę świetna dziewczyna. Z B. może trochę na początku. Potem jakoś wcale. Całą paradę zapierdalałem z ulotkami partii i młodzieżówki, co najlepsze, jestem na ulotkach młodzieżówki! Mało widoczny ale jestem. Prawie 20 000 osób, a ja zapieprzałem na początek i z powrotem wielokrotnie. (Jakby co zapraszam, Ostra Zieleń). Jednak było mi trochę smutno, że parę razy chciałem pogadać chwilę z B ale coś miałem wrażenie jakby był słabo zainteresowany.
W pewnym momencie parady, przy kościele, wyszła para nowożeńców, wszyscy zaczęli im śpiewać sto lat! To było świetne.
Po paradzie znowu na OWF, Nosowska (<3), kawałek Big Sean, Mark Ronson, całkiem fajnie, serio. Ale niedziela.
Jak jechałem spotkałem się po drodze z paroma osobami, po drodze z Leną dostaliśmy małego Desperadosa na ulicy po rozdawali, idealnie. Poszliśmy za Zagi, Lena była na niej drugi raz, ja chyba 6, może 7. Odkąd ją znam, opuściłem tylko 1/2 koncerty w Wawie. Jej chłopaka znam jeszcze dłużej, więc był niezły sztosik. Po Zagi poszliśmy na końcówkę Bokki, na żywo są serio niezwykli, mega klimatycznie. Siedząc na trawie po Bocce(nie wiem jak to odmienić) spotkałem OLĘ. OLĘ która wyjechała do Szwecji dawno temu, okazało się, że wczoraj przyleciała. Stęskniłem się za nią. Wszystkie dziewczyny z którymi byłem poszły na Bastille, a ja z Olą na Marię Peszek. Zawsze chciałem iść na Marie. Kocham ją. Była wspaniała, performance pełną gębą.
Ola przyszła na OWF z uwagi na Asking Alexandrię, słuchałem lata temu, stwierdziłem, że może być fajne pogo.
Takiej ściany jeszcze nigdy nie widziałem, a brałem w niej udział. Pogo było serio zajebiste, nowy wokalista AA zakręcił tylko palcem i od razu zrobiliśmy kocioł. I tak sobie napierdalając w pewnej chwili pogo zelżało, a przede mną Staś. Okazało się, że nawalałem się między innymi ze Stasiem. Ludzie dookoła na nas spojrzeli, bo się nagle zatrzymaliśmy, patrząc się na siebie jakbyśmy zobaczyli duchy albo chcieli się zapierdolić, ale po chwili się przywitaliśmy, trochę jeszcze poskakaliśmy, koncert się skończył i poszliśmy po piwo. Sporo sobie pogadaliśmy (w między czasie cały czas spotykałem znajomych) i poszliśmy na Muse. Na początku koncertu dopchałem się prawie już do samych barierek. Było tak niezwykle zajebiście, serio. Super zajebisty koncert. Ale nie mam już siły tego wszystkiego opisywać.

I takim sposobem obudziłem się dziś poobijany, posiniaczony, ale usatysfakcjonowany. Niestety, nie poszedłem do szkoły. Jak sie okazało i tak bym już nie mógł poprawiać matmy, mam poprawke. Ale co tam! Poprawię i to na 3 co najmniej w wakacje.
Zamiast tego poszedłem z Frysiem na piwo, a teraz, już w domu, obejrzę nowy odcinek Miasteczka Wayward Pines. Potem się ,,wichilluję" swoimi sposobami, i jakoś pożyję. Jest w miarę ok. Choć moje życie emocjonalno uczuciowe to trzęsienie ziemi.


Do what thou wilt shall be the whole of the Law.

piątek, 5 czerwca 2015

Nienawidzę tego miasta, tutaj szybko się umiera!

Tost z serem. Czuję, jak mi pali przełyk i żołądek. Pierwszy posiłek od nocy z soboty na niedzielę, oprócz odrobiny serka wiejskiego.

W sobotę byłem na kongresie partii. Było strasznie fajnie, ciekawe doświadczenie. Potem trafiłem na zlot lgbt. Chyba zaraz zrzygam tego tosta. Było całkiem spoko. Bolało mnie to, że znowu nie jestem z B. Że ostatnio nie wiem kiedy go widziałem, że lepiej dogaduję się z chłopakiem który jakby z nim kręcił przede mną. Tak, jakby wgl nie był mną zainteresowany, jakby nie miał o czym, i nie chciał ze mną rozmawiać. Zrobiłem najgorszą rzecz na świecie.
Więc od razu z nim zerwałem, nie bawię się w liche kłamstewka, w oszukiwanie samego siebie. Wstyd mam ogromny. Nie mogę jeść. Pomimo tego, że już nie mam takich zapędów autoagresywnych jak dawno temu, to jednak nie jedzenie i wysiłek siłowy taki by potem mnie wszystko bolało to jakaś nowa odmiana chyba.
W środę byliśmy razem na ognisku partyjnym, to, że mogłem przy nim przebywać i tak dawało mi kilogramy szczęścia. Jednak po pewnym czasie szczęście to zostało rozdrapane, podeptane. Nie dziwię mu się. I tak mu ufam. Mam nadzieję, że też mi kiedyś zaufa.

Dziś z Misą mieliśmy się spotkać o 11 u niej. Pójść poćwiczyć, trenujemy razem. 10:30, idę przez osiedle. Nigdy nie chodzę przez osiedle, ale chciałem kupić fajki w jednym sklepie. Jakiś drechol podlatuje. Zaczyna mnie zaczepiać. Odchodzi. Wraca. Pierdoli coś. Odchodzi, wraca. coraz mocniej za każdym razem się przypierdala. Chce pieniędzy. Na początku jasne, że z nim deliberowałem, nie dam mu kurwa moich pieniędzy. Jednak przed, jak on to nazwał, ,,kosą" nogi mi się prawie ugięły. 50 dych, poczucie wszelkiego bezpieczeństwa i radości z tego że powoli robi się niby lepiej zniknęło. Kurwa.

Od paru miesięcy przeglądam oferty wynajmu mieszkań, teraz wiem, że to się mocno przyśpieszy.

Jak wracałem do domu (zbierałem podpisy pod projektem ustawy Świecka Szkoła) bałem się jeszcze zahaczyć o sklep. Totalnie się bałem.

Niech wszystko spłonie
Niech będzie koniec
Dokumenty, bilety
Wszystkie gesty i słowa
Spalę wszystko doszczętnie
Potem zacznę, od nowa!


Od dwóch-trzech tygodni zaczyna mi powracać bunt. A nie! Juz wiem, od kiedy wybory prezydenckie wygrał Andrzej Duda. Wtedy przecież poczułem się jakbym był w Polsce sprzed 10 lat. (nie chcę nikogo urazić, mój blog, moje poglądy, NIC INTERPERSONALNEGO.)


Nienawidzę cię Polsko, na to nic nie poradzę
Nienawidzę cię Polsko, bo nade mną masz władzę




Dziś spotkałem się między innymi z Roksaną, byłem z nią w Józefowie, świetna osoba, nic się nie zmieniła. Dalej zajebista.















Mijają równo dwa lata od tego jak wyszedłem z Józefowa. Dwa lata temu zostałem pobity po domem. Dziś okradziony ze 150 metrów od niego. W międzyczasie było wiele innych, złych sytuacji.
W przeciągu 4 miesięcy się wyprowadzam, jedynym problemem będzie internet i dojazd do szkoły, jakoś dam radę. Tylko nie jestem pewien z kim zamieszkam. Może z Frysiem?
Dziś, z perspektywy prawie pełnoletniej osoby, wiedzę jak dużo się zmieniło w moim życiu. Na prawdę, hardcorowo dużo. Ale dalej nie czuję sensu. Dalej, pomimo tego ile czasu minęło. Pomimo tego, że próbuję, że chcę. Nie ma sensu. Na świecie widzę wciąż pełno nienawiści. Bez przerwy mnie spotyka, a czasem czuję że jest z mojej winy. Dziś nienawidzę. Dziś nie chcę. Dziś nie potrzebuję.
W środę psychoterapeutka powiedziała mi że nie mogę pić codziennie. Tylko powiedziałem jej o dwóch tygodniach, nie miesiącach. Pomijając fakt, że nie wie o innych rzeczach, przez które już mi sie zamazuje delikatnie obraz. Już piszę gorzej, brzydziej, bez składni i z masą błędów. Chyba i tak po mnie nie widać aż tak tego wieczornego stylu życia, tego co robię kiedy przychodzi noc, a potem jej siostra.

There were two sisters: Night and Death,Death taller and Night smaller,Night was as fair as a dream, and Death,Death was even finer.
~K. I. Gałczyński




PS. Piszcie do mnie, w komentarzach, na fejsie, znamy sie czy nie, dajcie mi jakoś zająć czymś umysł. Jakoś potrzebuję tego.

poniedziałek, 25 maja 2015

,,Wszyscy nosimy nasze więzienia ze sobą. Moim jest moja przeszłość. Twoim jest twoja moralność."

Byłem wkurwiony za te wybory. Sory, podchodzę do tego emocjonalnie co może i śmieszy niektórych, ale ważne jest dla mnie to co się dzieje i w kraju, i na świecie. Doprowadziło to do kłótni w wujkiem i ciocią, ale tak myślę... a chuj. Dla mnie samo to kto na kogo głosował (Duda- robotnicy, rolnicy, uczniowie, ludzie z wykształceniem podstawowym i gimnazjalnym; Komorowski- ludzie po 30, wykształceni, właściciele/współwłaściciele firm, specjaliści) polepsza mi humor, że jestem poglądowo bliżej tej drugiej grupy. OCZYWIŚCIE z tych dwóch kandydatów, wszyscy wiedzą, że jestem lewakiem. Dobra, koniec politycznego pierdolenia


Wczoraj chciałem się pouczyć, odrobić coś. Nie byłem w stanie. Jestem totalnie wykończony już tym zapierdolem. Szkoła, prace domowe, dom, kontakty z ludźmi, partia, młodzieżówka, ogólnie polityka, imprezy, chęć zrobienia czegoś dobrego, to na prawdę totalny zapieprz. W końcu stwierdziłem że pierdolę, o 18 pojechałem do Misy. Okazało się tam, że ta ma niezłego kaca, i nie wyszła z pokoju. Nie wyszła spokoju podczas gdy w jej domu był tłum jakichś ludzi. Ja wszedłem tak po prostu, akurat ci ludzie siedzieli w ogrodzie, wchodzę po schodach, otwierają się drzwi na górze a Misa wybiega w szlafroku i w momencie jak mnie zobaczyła nagle stanęła jak spetryfikowana. Beka trochę. No ale spoko, nie pierwszy raz ją w szlafroku widzę. Postanowiliśmy, że wejdziemy do górnej części domu z powrotem, a tam przywitamy się z tymi jakimiś ludźmi. Wchodzimy, widzimy uchylone drzwi do salonu. Chcemy się przywitać, ale stanęliśmy w drzwiach jak wryci. Jakaś dwójka osób, której nigdy nie widzieliśmy przewija bobasa.
Nie ogarnęli nas, zresztą, po chwili byliśmy zamknięci w jej pokoju i śmialiśmy się na cały głos. Odsłoniliśmy rolety, patrzymy na ogród, dobra jest z 14 osób, no nieźle. Szybko się ogarniamy, no głównie misa bo była w szlafroku w końcu. No i wbijamy do nich. Okazało się, że nikomu nie powiedziała, że wbiję, w końcu większość nie wiedziała, że ona tam jest. Trochę śmiesznie, bo znałem tam z 3/4 osoby, oprócz jej mamy oczywiście. W końcu jednak często tam bywam. Po pewnym czasie i tak zeszło na politykę, no bo jak. W sumie nie rozumiem, czemu ludzie z tego pokolenia tak mnie lubią. W końcu mam kolczyki i farbuję włosy, i wgl jestem taki lewy. No ale nie szkodzi. (Dla uściślenia, to były 40 urodziny Grześka, nie ogarniam swojego życia).

Nie ogarniam też tego, że potem piliśmy. Dwa tygodnie temu piłem z rocznikami 90-95, tydzień temu 97-00, a wczoraj 74-80. Dokąd zmierza moje życie.
A zaraz, przecież w środę piłem z rocznikami 45-90, tak, niezła rozpiętość. Ale i tak było zajebiście.
NA PRAWDĘ. DOKĄD ZMIERZA MOJE ŻYCIE.

Potem okazało się, że cisza wyborcza się przedłużyła.
Po jakimś czasie cała ekipa się musiała zbierać, ze wszystkimi całuski i graby.
Dokąd.
Potem z Misą wyszliśmy przez okno, wróciliśmy do domu, usiedliśmy z jej mamą i oglądaliśmy wieczór wyborczy.
Misie było przykro, ja byłem po prostu zdegustowany, a mama Misy, w sumie sam nie wiem. No zadowolona nie była.

Dziś, idąc ulicami, czy jadąc autobusem, czuję, jakby Polska cofnęła się 10 lat w tył. No ale co tam. Może przesadzam, może wszystko wyjdzie na dobre ostatecznie.
#jutrobędzielepiej co nie?

PS. Nie wiem czemu notatka z soboty była zapisana jako robocza, to tam niżej już jest opublikowana.