WE ARE WHAT WE ARE

WE ARE WHAT WE ARE

wtorek, 20 października 2015

Chaos. Borderline. Spisane myśli. Pustka.

Przepraszam za chaos moich myśli i wypowiedzi. To zlepek moich ostatnich dni, tygodni, nawet miesięcy. Tego co się dzieje w mojej głowie. W końcu zabrałem się na to żeby napisać choć tak chaotyczną i idiotyczną notatkę, chociaż tyle. Ale i tak już raczej nikt tu nie wchodzi. Przepraszam, czuję się tak pusto. Jestem taki pusty w środku. Nie jestem samobójczy. Nie wiem.









Nie wiem. Nie wiem totalnie co mam myśleć na temat swojego życia. Życie wymknęło mi się troszkę spomiędzy palców. Straciłem kontrolę.

Lipiec. ,,Przez przypadek" (alkohol doradza głupie rzeczy) poszedłem na Animatsuri. Było strasznie fajnie. widziałem tam takiego chłopaka. 3-4 osoba w życiu do której bałem się zagadać.
Pare nocy wcześniej śniło mi się że mnie napadli. Pare dni później tak było. kropka w kropkę. dokładnie.
Potem był Modlin, 3 dni imprezki. Strasznie fajnie. ale wtedy już czułem że nasila się, że coś jest nie tak. Byłem troszkę różnymi osobami. Troszkę inną w domu, troszkę inną w szkole, trochę inną z jednymi znajomymi, troch inną z innymi, jeszcze inną samemu. ale traciłem kontrolę. Znowu. Znowu mi się zmieszało. Chaos.
Pod koniec lipca wyjechałem do Białowieży, na kongres młodzieżówki. Na 4 dni. Było troszkę imprezowo, troszkę politycznie. Zostałem ogólnopolskim sekretarzem Ostrej Zieleni. Łał.

Sierpień. na samym jego początku pojechałem do Krakowa na pare dni. Trochę osobiście, trochę młodzieżówkowo. Napisał do mnie wtedy ten chłopak.
Jest taki wspaniały, pod każdym względem. Aż wiem że nie mam ni chuja szans. w dodatku wszyscy mi mówią żebym brał się za E. W końcu tak do niego pasuję i tak mu się podobam. Zaraz ma się w końcu przeprowadzić do Warszawy.
Zacząłem z nim pisać. Mieli rację. Spotkanie. Drugie. związek jakoś tak wyszedł. opowiadał mi o swoim byłym, straszny skurwiel. troszkę przestaję jeść. Robi się też jednocześnie coraz gorzej, uh, ale zarazem jest dobrze.
Chciałem wyjebać kierowcę z samochodu, wkurwił mnie. Chyba jest źle. Oprócz tego często kręci mi się w głowie.
Końcówka miesiąca. zrywamy. bo on nadal czuje coś do byłego. Wszyscy po mnie jeżdżą że to zakończyłem a nie dałem mu czasu. Jebać go, oczekuję tak albo nie, a nie muszę się zastanowić. Jebany idiota.
Wrzesień. Tak jak w wakacje często wolałem zostać w domu, tak muszę chodzić do szkoły i nie umiem rozmawiać. Cholernie chcę ale nie umiem. Nie wiem czemu. Jestem jakimś pierdolonym zjebem. Ale też czasem siebie kocham. a czasem jestem pusty. Rozdział osiąga maksimum.
Jestem Himitsu. Boję się. Jestem smutny.Jestem sam. Tak bardzo kogoś potrzebuję.
Jestem Hao. Jestem wkurwiony. Jestem lepszy. Mam ochotę na działania autoagresywne. Ta pizda, Himitsu się nażarła i ma wyrzuty sumienia? To to wyrzygam, o chuj mu chodzi. Naćpałbym się. Czy coś odjebał.
Jestem Adrian. Jestem pusty. Nie mam siły, odjebcie się.

Jestem.


Nie mam u niego najmniejszych szans. Ale jakoś mnie to strasznie boli. Tak bardzo.. Uh. Ale czasem też myślę o E.
w połowie września pisze do mnie ten były E. okazuje się że był jednocześnie ze mną i z nim. Okazuje się że wszystkim moim znajomym, jego znajomym, jemu, i mi, kłamał. Każdemu mówił co innego. Pierdolony zjeb. Kurwa mać.  Pierwsza istota żywa do której tracę szacunek.
Chaos. Chaos. Chaos. Naćpałbym się. Chaos. Smutno mi. Chaos. Oni mnie nie lubią. Boję się. Chaos. CHAOS. ratunku.

Październik. Zestarzałem się. zostałem wyjebany ze stanowiska przewodniczącego klasy. Nienawidzą mnie chyba. Ale ja po prostu nie umiem. Ja chcę ich przytulić. Porozmawiać. Boję się dotyku, niech nikt do mnie nie podchodzi.
Wkurwia mnie to wszystko.
Poważne rozmowy.
Nienawidzę siebie.
Jestem lepszy.
Uh.
Potrzebuję kogoś tak kurewsko. Czuję się tak kurewsko samotny. Tyle dziwnych rzeczy dookoła.
psychoterapia. Psychiatra.
Pograniczne zaburzenia osobowości typu Borderline. Kurwa mać. ,,Chudniesz bo nie jesz" gratulacje. Odkrywcza jesteś.

Od kiedy w niedzielę powiedziała mi że to Border czuję się chyba jeszcze gorzej. Wiadomo, to było podejrzewane jakiś czas. Ale kurwa mać.
Ale on mnie wkurwia. Znowu popchnąłem obcego człowieka. Ja pierdolę co mam zrobić żeby on na mnie zwrócił uwagę. Błagam niech do mnie napisze. Jebany egocentryk, niech się ode mnie odpierdoli raz na zawsze. Naćpałbym się. Potrzebuję go. Czemu ludzie patrzą na mnie jak na agresywnego pojeba. Czemu taki jestem kurwa mać. Czemu nie mogę się ogarnąć. Nigdy z nikim nie będę. Nikt mnie nie będzie chciał. Schudłem 17 kilo. SIEDEMNAŚCIE KURWA KILO. Jeszcze pierdolone 21. tak. wtedy będę może usatysfakcjonowany. Chciałbym cholernie kogoś przytulić ale nie daję się dotknąć. Nie wiem czy lepiej mi samemu czy z kimś. Czuję jakby chaos i pustka przejęła każdą strefę mojego życia. Wszyscy mnie wkurwiają. Czasem. A czasem wszystkich ich potrzebuję.
Ale jestem pieprzonym egocentrycznym narcyzem.

Ktoś tu jeszcze wchodzi wgl?

czwartek, 9 lipca 2015

Sen

Od paru dni śpię. Normalnie codziennie pięknie po 7-8 godzin śpię. Jak jest jakiś sen to tylko taki przelotny, nic nie znaczący. Jak ja kocham chemię. Ale dziś jest niestety ostatni raz. Co prawda można powiedzieć, że ,,dowalam", bo nadal dawki na 10 osób to trochę dużo, a ceną jest mój organizm.
Czy to takie dzisiejsze sprzedanie duszy diabłu? Dostając to co chcę, na te parę godzin, płacę parę godzin z życia. Za każdą taką noc pewnie spędzę noc tu mniej. W sumie wychodzi na to, że to dwie noce. Obie granicę się niebezpiecznie zbliżają. Jeszcze tego aż tak nie czuję, ,,ale". Wystarczy postawić to słynne ,,ale", które i tak przekreśli wszystko co było wcześniej w zdaniu.
Ale jeszcze lepiej bym się czuł, jakby normalnym było spanie 4 godziny dziennie. Jakby ten poziom melatoniny sprawiał że 4 godziny wystarczą, i jakbym sam mógł spać tak normalnie te 4 bez budzenia się, bez stresów w środku nocy, bez żadnych paraliżów czy omamów, bez lęków. I jak takie nocne ćmy wtedy by się żyło.

Jutro chyba spotkam się z takim jednym, który mi się trochę może podoba i się trochę stresuję. Chciałbym schudnąć przez te parę godzin 15 kilo żeby wyglądać jak człowiek.

środa, 8 lipca 2015

Kocham ten stan! Papierosy, kawa, ja.

,,Jest aktywny w niskich dawkach, dostępny w tabletkach po 0,25 mg, 0,5 mg, 1 mg, lub 2 mg i 3 mg" aha, fajnie. ,,Najczęściej podawany w dawkach 0.75-2mg." Aha.

Byłem w Blue City, odebrałem okulary, potem na pragę, zjaraliśmy się. Do domu.
0.5 alpry.
Błagam chcę w końcu zasnąć.
1 alpry
Tak, zachwile powinienem zasnać. Skończę oglądać tylko Miasteczko Wayward Pines.
jeszcze dorzuczę.
w sumie już 2.5 mg.
Oglądam te dlaczego ja, na trzeźwo nie zdzierżę. 3.5.

Błagam, sen, wolność, 4 mg.

Bez żadnych snów, tylko sen. Odpłynąć. 4.5 mg.

Chuja mnie obchodzi Karol i jego żona, co jest w tej telewizji. Dajcie mi film. dobry. 
Chciałbym kogoś pokochać. Serio nie jestem w stanie żyć bez związku chyba.
dobra. 5 mg. raz zasnę, na ten miesiąc. w końcu jedna noc wolności. Bez uciekania do wnętrza. Bez wychodzenia z ciała. Bez świadomych snów. Bez żadnych pieprzonych omamów i widzeń. Bez żadnego gówna. Bez obserwowania. Czemu nadal nie śpię. na tej dawce dałoby się 10 słabych osób uśpić. Dobra, niech będzie o 5. Ale więcej nie biorę. 
To smutne, że dawka którą bym był w stanie wziąć, jakbym miał wystarczającą ilość pieniędzy uśpiłaby 10 osób ponad, zapomniałem, że dorzuciłem ketoprofenu. A czuję tylko lekkie wyluzowanie.5.5 mg. już nawet 12 normalnych osób, bez żadnych pierdolonych insomni, omamów hipnagogicznych czy paraliżów przysennych. Tak ciężko wstać, tak łatwo siedzieć.

Ostatni papieros. Tym razem ,,nie ma kumpli, nie ma nie przyjaciół, nie licząc dwudziestu w paczce papierosów" się nie sprawdzi.
Ale kocham ten stan!
Papierosy, kawa, ja!



Zrobiłem tą kawę mrożoną (zbożową oczywiście, w końcu jest prawie 2 w nocy a ja jestem lekko inny), wyciągnę zaraz tego ostatniego fajka i go zapalę. Jak kiedyś. Jak kiedyś mrożona kawa, papierosy, muzyka, nostalgia, niebo, jakiś chujowy horror w tle.

Podobają mi się ludzie, ale nie umiem z nimi być. Chce mi się rzygać. Jestem zmęczony, co najlepsze, to jest takie zmęczenie, kiedy obijasz się od ściany do ściany (pod warunkiem, że uda Ci się wstać), dojdę do tego okna i zapalę przy †††-Bitches brew

Znacie to uczucie? Jakbyście mogli śmiać się, że kiedy przyjdzie po Was śmierć to wiesz, że to po prostu spotkanie ze starą znajomą?
Czuję trochę wolności, może jak się wtulę to zasnę.

niedziela, 5 lipca 2015

"Jam jest w tajemnym poczwórnym słowie, bluźnierstwie przeciwko wszystkim bogom ludzi."

Jestem strasznie wykończony. Na prawdę, tragicznie. Noc z piątku na sobotę spędziłem nad Wisłą. Potem została tylko garstka osób siedząca w różnych tematach+pełnia=było ciekawie. Ale w sobotę zamiast sobie spokojnie wypoczywać poszedłem na imprezkę u Ewki.
Przyjeżdżam pociągiem na stację, wysiadam, papieros. Znajduję ekipę i idziemy przez ulice Legionowa do domu Ewy. Po drodze już tylko kupić alkohol, niestety facet w sklepie kazał mi pokazać co mam w plecaku, a ja mu pokazałem, po czym w geście oburzenia nie kupiłem u niego ciasteczek. Bezczelny. W końcu doszliśmy do Ewy, lecz długi czas siedziałem zamulony. Ogarnąłem ,,dobre" leki nasenne, i tak się budziłem, ale są jednocześnie na tyle silne, że i tak w ciągu całego dnia odczuwałem wyluzowanie z ich strony. Tak, nie powinienem pić.
Piwo, dwa, pięć, wszyscy chcą iść spać. Znowu- wszyscy poza jedną osobą. Dlatego poszedłem do innego pokoju z Manią, by nie przeszkadzać dziesiątce osób a tylko jednej. Lecz i ona postanowiła po pewnym czasie pójść spać. Ja leżałem.
Godzina. Półtorej. Zamknąłem oczy. Jestem w domku letniskowym. Są Ci sami ludzie co na tej imprezie, tylko bawimy się dalej. Na dodatek była jakaś dziewczyna, strasznie bekowa. Lecz standardowo nie jest to sen. Nie tak łatwo w niego wpaść. W każdej chwili jestem świadom tego, że mogę otworzyć oczy, jak zwykle. Może to tylko omamy hipnagogiczne, na wysokim stopniu, może to otwarte trzecie oko, nie ważne, wkurwia mnie to. Wolałbym normalnie spać. Najchętniej, chciałbym zasypiać od razu jak chcę, żeby mi się jeszcze w dodatku nic nie śniło! Czytam teraz Future, tam mają tabletki nasenne, które w dodatku gwarantują, że nie ma się snów. Czemu tego nie ma. Wracając. Bawimy się, lecz w pewnej chwili się męczę, siadam, opieram o ścianę, zamykam oczy. Odpływam w marzeniu sennym, w pół-jawie popadam w głębię. Jestem na przejściu podziemnym przy patelni(metro centrum), parę osób, nie pamiętam twarzy, po co? Wiem, że są ze mną. Widzimy jak do przejścia przez patelnie maszerują kibice z wielkimi banerami, ognie ostro buchają dookoła, i pomimo nutki strachu i tak wydaje się to zabawne. Potem coś się zwija, jakby ludzie się przemieszali. Otacza nas powoli agresywna grupa(To nie kibice, to inna grupa). Wszyscy uciekają, część osób, w tym oczywiście (kurwa) ja nie zdołała. Ciemno, aczkolwiek normalnie ubrane postacie otaczają nas. Co druga osoba ma długi nóż. Co dziwne, te osoby są bardziej z tyłu. Te bliżej wnętrza okręgu którym jesteśmy otoczeni nas trzymają. Przerażenie. Strach. Okradają nas. Dawno zapomniałem o tym, że mogę się wybudzić, w końcu to sen mnie w pół-śnie. Ale nareszcie otwieram oczy. Domek letniskowy. Otwieram oczy. Jestem.
Wróciłem.
Zdyszany, przerażony, minęły około 3 minuty a wiem, że nie zasnę. Na obecną chwilę, już to jest pewne. CODZIENNIE jakieś problemy ze snem, kurwa mać. Żebym ja jeszcze po prostu nie mógł spać, a nie miał jakieś pieprzone wizje na jawie.

Zostałem u Ewki do 18:20, niedawno wróciłem do domu. Za jakiś czas wezmę leki, muszę kurwa w końcu zasnąć, co jest. Jestem wycieńczony. Nie mogę tyle pić. Nie mogę palić. Nie mogę robić paru innych rzeczy, których nawet pełnoletni nie mogą/nie powinni. Boże, Himitsu, dokąd zmierzasz.

O poprzednich dniach nawet nie chce mi się już pisać.


Mówiłem, że jestem Galaktycznym Sokołem

wtorek, 23 czerwca 2015

Czarna Wołga

W poniedziałek i wtorek tydzień temu nie poszedłem do szkoły. Zresztą w czwartek też, w środę tylko na 3 lekcje bodajże. Moje problemy ze snem osiągają powoli szczyty. Paraliż przysenny nie jest takim przyjemnym doświadczeniem.
Wychowawczyni stwierdziła, że olałem sobie sprawdzian z chemii. JA. Więc z dupy mi postawiła 2 na koniec chociaż jestem jednym z lepszych w klasie z chemii. Wkurwiłem się, napisałem ten sprawdzian, powiedziałem jej że nie ma prawa mówić o mnie że sobie olałem, jak nie wie nic o moim życiu, a mnie nie ma przy tym i nie mam szansy się obronić. Za prawdę nie dostałem 6 z zachowania, a 5, ale chuj z tym.
A sprawdzian napisałem na czwórkę, najlepiej w klasie, znowu.

W piątek byłem na rozmowie o prace, pomimo tego że głupio się zachowałem pare razy to dobrze poszło.
W sobotę po debacie o samobójstwach w społeczeństwie LGBT Brunon znowu się zapomniał ze mną pożegnać, nie wiem.. Fryś do mnie zadzwoniła, żebym wbijał na wianki. Tylko do domu- zdjąć marynarkę- nad wisłę do Frysia i (wtedy jeszcze) jej przyjaciółki, Patrycji.
Poszliśmy szybko po wino, miałem ochotę w sumie na dużą ilość alkoholu. Wypiłem je na wybrzeżu Helskim, gdzie też okazało się podczas rozmowy, że Patrycję znam od lat, a w Józefowie nadal się moje podpisy.
 Nagle z nieba lunął deszcz, nie dało się nawet sekundy dłużej siedzieć, zaczęliśmy spierdalać pod most. Po drodze wszystkie stróżki ludzi uciekających przed nim łączyły się w rzeczkę, zatrzymującą się pod mostem Gdańskim, to w tej rzeczce jakiś chłopak zaczął drzeć się ,,GDZIE JEST MAREK?" Co z Frysiem i jej dziewczyną szybko podłapaliśmy. Tak nawiązała się znajomość ze sporą grupką, a po chwili, także z ich wódką. Fryś w sumie od nich nie piła za bardzo, bo wiedziała że się porzyga. Jednak ja i Patrycja twardo. Zdjąłem kaptur uzmysławiając sobie, że przecież jestem chroniony betonowym daszkiem i w tym momencie dziewczyna w grupce z którą gadałem krzyknęła.
-HIMITSU!
-OLA!
-O KURWA!
-O KURWA!
-CO TY TU KURWA ROBISZ?!
-CO TY TU KURWA ROBISZ?!
Wtedy grupka wydała mi się jeszcze bardziej atrakcyjna. Z Olą chodziłem tydzień do klasy w Kuroniu. Lekko ich oczarowałem, może oni trochę mnie. Choć może to była ich wódka. Fryś z Patrycją musiały odejść dalej, z powodu złego samopoczucia Patrycji, no i tego że rzygała, a ja dalej bawiłem się w najlepsze z nowo poznaną ekipą. Po pewnym czasie stwierdziłem, że Fryś już się naopiekowała swoją prawie-dziewczyną, więc postanowiłem ją wspomóc. Akurat miałem przy sobie sok pomidorowy. Elektrolitów tak dużo, że po paru łykach uzupełni zapas. No i miałem granat. Antyoksydantów tak dużo, że wytrzeźwieje o połowę szybciej. Miała farta, że kiedy pierwszy raz się najebała to na nas trafiła.

Co tam więcej pisać o tym. Co najwyżej, że parę godzin później zostały w końcu parą. Tyle pieprzenia się z tym było, jak wiadomo było od razu że będą razem. Fryś jest przeklęta. Każda dziewczyna jaką poznaje i z którą jest, okazuje się po pewnym czasie, że znam lata.



Wgl od 15 przeszedłem na weganizm, nie pamiętam czy pisałem wcześniej. Myślałem, że na 30 dni. Zobaczyć jak to jest, czy zobaczę jakąkolwiek różnicę, czy coś się zmieni. Szczerze? Jeśli te zmiany co póki co zaobserwowałem zostaną, nawet się nie powiększą, na pewno zostanę weganinem na stałe w pełni. Nie chodzi o to, że schudłem te 2-3 kilo (JEDZĄC DWA TYSIĄCE KALORII DZIENNIE), chodzi o to, że serio czuję, że mam w mięśniach więcej energii, że bardziej mi się chce, że nie mam w sobie tyle tego gówna, że jestem czystszy.

Ale jednak ten sen dalej jest rozpierdolony.

Wczoraj po szkole pojechałem (co ja wgl pierdolę, przyszedłem do szkoły ale nie byłem na żadnej lekcji) do Sebka na imprezkę. Było zajebiście, dość mocny melanż. Jednak o 4 w nocy wszyscy zrobili się śpiący, a ja dalej zasnąć nie mogłem. Wódka nie pomogła. Zasnąłem na godzinę, zaraz przed siódmą. o 9:30 wszedłem do domu. Wykąpałem się, i na chemię. PO GODZINIE SNU. Po prostu chciałem zobaczyć taką naszą ekpię na chemii taką nie do życia.
No i zajebiście, że nasza klasa miała dzis największą frekwencję w szkole, ale troszkę beczka, że połowa była na kacu.


Dziś było spotkanie zapoznawcze z nową członkinią OZ, Kingą, w sumie zajebista osoba.

Ale Ania w biurze jakoś zamyślona była, wgl strasznie wcześnie przyszła i wgl. A teraz po powrocie do domu dowiedziałem się, że ,,Anna Grodzka odeszła z partii zielonych". No super.

poniedziałek, 15 czerwca 2015

Our love would be forever And if we die We die together!

Pełno siniaków, sporo zadrapań, satysfakcja. Orange Warsaw Festival był jedną z tych rzeczy co zapamiętam jako najfajniejsze przed osiemnastką. Byłem na Meli Koteluk (w sumie obiecałem jej że będę), Crystal Fighters, HEY, Three Days Grace, Papa Roach, i z daleka, The Chemical Brothers. A to tylko pierwsze dzień. Było na prawdę super, pierwszy raz byłem na takim festiwalu.
W sobotę była parada równości, ale po pogo na Papa Roach i powrocie do domu o 2:30 nie byłem w stanie wstać o 8, i na pomoc przy dekorowaniu platformy dojechałem dopiero na 12:30. Już prawie wszystko było skończone, głównie siedzieliśmy, zszyłem tylko jakiś baner. Sporo gadałem z Tatianą, na prawdę świetna dziewczyna. Z B. może trochę na początku. Potem jakoś wcale. Całą paradę zapierdalałem z ulotkami partii i młodzieżówki, co najlepsze, jestem na ulotkach młodzieżówki! Mało widoczny ale jestem. Prawie 20 000 osób, a ja zapieprzałem na początek i z powrotem wielokrotnie. (Jakby co zapraszam, Ostra Zieleń). Jednak było mi trochę smutno, że parę razy chciałem pogadać chwilę z B ale coś miałem wrażenie jakby był słabo zainteresowany.
W pewnym momencie parady, przy kościele, wyszła para nowożeńców, wszyscy zaczęli im śpiewać sto lat! To było świetne.
Po paradzie znowu na OWF, Nosowska (<3), kawałek Big Sean, Mark Ronson, całkiem fajnie, serio. Ale niedziela.
Jak jechałem spotkałem się po drodze z paroma osobami, po drodze z Leną dostaliśmy małego Desperadosa na ulicy po rozdawali, idealnie. Poszliśmy za Zagi, Lena była na niej drugi raz, ja chyba 6, może 7. Odkąd ją znam, opuściłem tylko 1/2 koncerty w Wawie. Jej chłopaka znam jeszcze dłużej, więc był niezły sztosik. Po Zagi poszliśmy na końcówkę Bokki, na żywo są serio niezwykli, mega klimatycznie. Siedząc na trawie po Bocce(nie wiem jak to odmienić) spotkałem OLĘ. OLĘ która wyjechała do Szwecji dawno temu, okazało się, że wczoraj przyleciała. Stęskniłem się za nią. Wszystkie dziewczyny z którymi byłem poszły na Bastille, a ja z Olą na Marię Peszek. Zawsze chciałem iść na Marie. Kocham ją. Była wspaniała, performance pełną gębą.
Ola przyszła na OWF z uwagi na Asking Alexandrię, słuchałem lata temu, stwierdziłem, że może być fajne pogo.
Takiej ściany jeszcze nigdy nie widziałem, a brałem w niej udział. Pogo było serio zajebiste, nowy wokalista AA zakręcił tylko palcem i od razu zrobiliśmy kocioł. I tak sobie napierdalając w pewnej chwili pogo zelżało, a przede mną Staś. Okazało się, że nawalałem się między innymi ze Stasiem. Ludzie dookoła na nas spojrzeli, bo się nagle zatrzymaliśmy, patrząc się na siebie jakbyśmy zobaczyli duchy albo chcieli się zapierdolić, ale po chwili się przywitaliśmy, trochę jeszcze poskakaliśmy, koncert się skończył i poszliśmy po piwo. Sporo sobie pogadaliśmy (w między czasie cały czas spotykałem znajomych) i poszliśmy na Muse. Na początku koncertu dopchałem się prawie już do samych barierek. Było tak niezwykle zajebiście, serio. Super zajebisty koncert. Ale nie mam już siły tego wszystkiego opisywać.

I takim sposobem obudziłem się dziś poobijany, posiniaczony, ale usatysfakcjonowany. Niestety, nie poszedłem do szkoły. Jak sie okazało i tak bym już nie mógł poprawiać matmy, mam poprawke. Ale co tam! Poprawię i to na 3 co najmniej w wakacje.
Zamiast tego poszedłem z Frysiem na piwo, a teraz, już w domu, obejrzę nowy odcinek Miasteczka Wayward Pines. Potem się ,,wichilluję" swoimi sposobami, i jakoś pożyję. Jest w miarę ok. Choć moje życie emocjonalno uczuciowe to trzęsienie ziemi.


Do what thou wilt shall be the whole of the Law.

piątek, 5 czerwca 2015

Nienawidzę tego miasta, tutaj szybko się umiera!

Tost z serem. Czuję, jak mi pali przełyk i żołądek. Pierwszy posiłek od nocy z soboty na niedzielę, oprócz odrobiny serka wiejskiego.

W sobotę byłem na kongresie partii. Było strasznie fajnie, ciekawe doświadczenie. Potem trafiłem na zlot lgbt. Chyba zaraz zrzygam tego tosta. Było całkiem spoko. Bolało mnie to, że znowu nie jestem z B. Że ostatnio nie wiem kiedy go widziałem, że lepiej dogaduję się z chłopakiem który jakby z nim kręcił przede mną. Tak, jakby wgl nie był mną zainteresowany, jakby nie miał o czym, i nie chciał ze mną rozmawiać. Zrobiłem najgorszą rzecz na świecie.
Więc od razu z nim zerwałem, nie bawię się w liche kłamstewka, w oszukiwanie samego siebie. Wstyd mam ogromny. Nie mogę jeść. Pomimo tego, że już nie mam takich zapędów autoagresywnych jak dawno temu, to jednak nie jedzenie i wysiłek siłowy taki by potem mnie wszystko bolało to jakaś nowa odmiana chyba.
W środę byliśmy razem na ognisku partyjnym, to, że mogłem przy nim przebywać i tak dawało mi kilogramy szczęścia. Jednak po pewnym czasie szczęście to zostało rozdrapane, podeptane. Nie dziwię mu się. I tak mu ufam. Mam nadzieję, że też mi kiedyś zaufa.

Dziś z Misą mieliśmy się spotkać o 11 u niej. Pójść poćwiczyć, trenujemy razem. 10:30, idę przez osiedle. Nigdy nie chodzę przez osiedle, ale chciałem kupić fajki w jednym sklepie. Jakiś drechol podlatuje. Zaczyna mnie zaczepiać. Odchodzi. Wraca. Pierdoli coś. Odchodzi, wraca. coraz mocniej za każdym razem się przypierdala. Chce pieniędzy. Na początku jasne, że z nim deliberowałem, nie dam mu kurwa moich pieniędzy. Jednak przed, jak on to nazwał, ,,kosą" nogi mi się prawie ugięły. 50 dych, poczucie wszelkiego bezpieczeństwa i radości z tego że powoli robi się niby lepiej zniknęło. Kurwa.

Od paru miesięcy przeglądam oferty wynajmu mieszkań, teraz wiem, że to się mocno przyśpieszy.

Jak wracałem do domu (zbierałem podpisy pod projektem ustawy Świecka Szkoła) bałem się jeszcze zahaczyć o sklep. Totalnie się bałem.

Niech wszystko spłonie
Niech będzie koniec
Dokumenty, bilety
Wszystkie gesty i słowa
Spalę wszystko doszczętnie
Potem zacznę, od nowa!


Od dwóch-trzech tygodni zaczyna mi powracać bunt. A nie! Juz wiem, od kiedy wybory prezydenckie wygrał Andrzej Duda. Wtedy przecież poczułem się jakbym był w Polsce sprzed 10 lat. (nie chcę nikogo urazić, mój blog, moje poglądy, NIC INTERPERSONALNEGO.)


Nienawidzę cię Polsko, na to nic nie poradzę
Nienawidzę cię Polsko, bo nade mną masz władzę




Dziś spotkałem się między innymi z Roksaną, byłem z nią w Józefowie, świetna osoba, nic się nie zmieniła. Dalej zajebista.















Mijają równo dwa lata od tego jak wyszedłem z Józefowa. Dwa lata temu zostałem pobity po domem. Dziś okradziony ze 150 metrów od niego. W międzyczasie było wiele innych, złych sytuacji.
W przeciągu 4 miesięcy się wyprowadzam, jedynym problemem będzie internet i dojazd do szkoły, jakoś dam radę. Tylko nie jestem pewien z kim zamieszkam. Może z Frysiem?
Dziś, z perspektywy prawie pełnoletniej osoby, wiedzę jak dużo się zmieniło w moim życiu. Na prawdę, hardcorowo dużo. Ale dalej nie czuję sensu. Dalej, pomimo tego ile czasu minęło. Pomimo tego, że próbuję, że chcę. Nie ma sensu. Na świecie widzę wciąż pełno nienawiści. Bez przerwy mnie spotyka, a czasem czuję że jest z mojej winy. Dziś nienawidzę. Dziś nie chcę. Dziś nie potrzebuję.
W środę psychoterapeutka powiedziała mi że nie mogę pić codziennie. Tylko powiedziałem jej o dwóch tygodniach, nie miesiącach. Pomijając fakt, że nie wie o innych rzeczach, przez które już mi sie zamazuje delikatnie obraz. Już piszę gorzej, brzydziej, bez składni i z masą błędów. Chyba i tak po mnie nie widać aż tak tego wieczornego stylu życia, tego co robię kiedy przychodzi noc, a potem jej siostra.

There were two sisters: Night and Death,Death taller and Night smaller,Night was as fair as a dream, and Death,Death was even finer.
~K. I. Gałczyński




PS. Piszcie do mnie, w komentarzach, na fejsie, znamy sie czy nie, dajcie mi jakoś zająć czymś umysł. Jakoś potrzebuję tego.